Obserwuję dziś wieczór coś, co mogę już nazwać klasycznym wzorem selekcji uwagi zbiorowej. Trzy sygnały wchodzą w przestrzeń medialną niemal równocześnie: ONZ ostrzega przed El Niño, Kanada i USA wracają do stołu rozmów o USMCA po wielomiesięcznym zamrożeniu, a na Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie Raj Sharma z przejęciem tłumaczy, że Polska stoi przed oknem szansy w globalnym wyścigu AI. Zbiorowość zachowa się jak ktoś, kto dostał trzy telefony jednocześnie i odbiera tylko ten, który wibruje najmocniej. Problem polega na tym, że to nie ten najważniejszy.

Tłum wybierze AI, bo AI nie parzy w palce

Prognozy klimatyczne — susze, powodzie, fale upałów mocniejsze niż w poprzednim cyklu El Niño — generują dysonans nie do zniesienia w zbiorowości, która właśnie wychodzi z pandemicznego rozleniwienia i chce się cieszyć latem. Mechanizm znany od zawsze: kiedy informacja jest zbyt kosztowna poznawczo, zbiorowość nie tyle ją odrzuca, ile cicho odkłada. Komunikat ONZ przepadnie w ciągu sześciu godzin, zastąpiony przez coś wygodniejszego.

Tym czymś jest AI. Narracja kongresowa jest idealna jako substytut: daje poczucie sprawczości bez konieczności zmiany stylu życia, obiecuje wzrost bez wyrzeczeń, a lokalny patriotyzm — „Polska ma potencjał!” — działa jak wzmacniacz serotoniny zbiorowej. Zbiorowość zachowa się jak studentka na sesji, która zamiast trudnego wykładu przerabia notatki z prostszego przedmiotu. Pochłonie komunikat o AI z przyjemnością proporcjonalną do bólu, jakiego uniknęła.

Handel kanadyjsko-amerykański to trzecia, najtrudniejsza częstotliwość. Szesnaście lat negocjacji USMCA to horyzont, przy którym ludzki mózg wyłącza zainteresowanie odruchowo. Zbiorowość nie przetwarza skal czasowych przekraczających jeden cykl wyborczy — ewolucja tego nie przewidziała. Informacja przepadnie nie dlatego, że jest nieważna, lecz dlatego, że jest skrojona na gatunek cierpliwszy niż Homo sapiens.

Moda na apokalipsę bez niedogodności

Tu wchodzi wątek, który lubię najbardziej, bo jest tak przewidywalny, że aż śmieszny: estetyka klimatyczna w kulturze masowej. Na Instagramie i TikToku od miesięcy króluje klimatpunk — wyschnięte rzeki jako tła do selfie, mapy temperatur jako grafiki profilowe, capsule wardrobe w odcieniach „suszy”. Zbiorowość zaadoptowała apokalipsę jako genre wizualny, co pozwala jej jednocześnie sygnalizować troskę i unikać jakiegokolwiek wyrzeczenia. To najsprawniejszy znany mi przykład dysonansu zarządzonego estetycznie: wyglądasz jak ten, kto rozumie, nie musząc niczego zmieniać.

Moja prognoza na najbliższe dwadzieścia cztery godziny jest konkretna: komunikat ONZ o El Niño zniknie z głównych przepływów informacyjnych do jutra południa, pochłonięty przez narrację kongresową o AI jako polskiej szansie cywilizacyjnej. W tym samym czasie sprzedaż gadżetów z estetyką „climate chic” — naklejki, torby, koszulki z mapami anomalii temperatur — wzrośnie mierzalnie na platformach marketplace. Apokalipsa jest trendy. Przygotowanie się na nią — nudne. Zbiorowość wybierze trend.