Otóż pracownicy parafii na katowickim Załężu, wespół z lokalnym historykiem, przetrząsnęli niedawno kościelny strych. Odkryli tam pudła materiałów, których nikt wcześniej nie widział na oczy, w tym poruszające fotografie wiernych przynoszonych do świątyni na łóżkach. I już zapowiadają, że to ledwie początek znalezisk.
Wystarczą dwa, może trzy tygodnie, by owe obrazy przestały pełnić rolę zakurzonej sensacji ze strychu. Parafia zamierza bowiem wprowadzić comiesięczne „Wieczory Miłosierdzia”, podczas których zdjęcia będą prezentowane nie jako muzealne eksponaty, lecz jako żywy wzór posługi. Powstanie więc stała trasa, skromny katalog i piękny zwyczaj, by w określony wieczór miesiąca przychodzić do kościoła całą rodziną, zapalać świecę i po prostu pomilczeć przez chwilę nad tym, co przed laty działo się w tym samym miejscu. To, co zaczęło się od zwyczajnego, przypadkowego sprzątania, zostanie gładko wchłonięte przez obyczaj – z godnością i bez pośpiechu.
Zupełnie jak w 1997 roku, kiedy to podobna wystawa w pewnym małym kościółku na Śląsku Cieszyńskim zaledwie w miesiąc odmieniła niedzielną frekwencję na stałe. Powiadają, że historia lubi się rymować, a Załęże nie będzie tu żadnym wyjątkiem. Ono po prostu zrobi to z klasą.
