Gen. Leon Komornicki nazwał odtajnienie przez ministra obrony danych o polskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy „polityczną wyliczanką” — i dodał, że decyzja ta wywołuje śmiech w Moskwie i Kijowie. Cytat pochodzi z artykułu Rzeczpospolitej z 7 lipca 2026 roku.
Minister mógł zostać skrytykowany za „popis”, „demonstrację” lub „kalkulację polityczną”. „Popis” sugerowałby próżność, ale pozostawiał intencję otwartą. „Demonstracja” oznaczałaby świadome wysłanie sygnału — i przyznawałaby działaniu pewną strategiczną logikę. „Kalkulacja” oznaczałaby zimny rachunek, który można bronić. „Wyliczanka” nie robi żadnej z tych rzeczy: degraduje decyzję do dziecięcej rytualizacji — czegoś, co idzie kolejno, bez celu, bez podmiotu odpowiedzialnego za wynik.
Słowo wykonuje precyzyjną robotę: zdejmuje z ministra status aktora strategicznego i zamienia go w uczestnika zabawy. Generał nie mówi, że decyzja była błędem w sztuce wojskowej — to byłoby zbyt poważne i wymagałoby kontrargumentów. Mówi, że decyzja była niepoważna z założenia. „Wyliczanka” neutralizuje też możliwość obrony przez ministra: każda odpowiedź merytoryczna będzie grać na poziomie wyższym, niż zarzut go umieszcza. To klasyczna asymetria retoryczna — ucieczka od debaty przez obniżenie jej rangi, nie przez jej wygranie.
W ciągu 24–48 godzin słowo „wyliczanka” albo wróci w przekazach środowisk zbliżonych do opozycji jako gotowa etykieta dla kolejnych decyzji ministra obrony, albo zniknie bez śladu — co będzie znaczyć, że resort zdecydował się nie odpowiadać. Brak reakcji potwierdzi diagnozę silniej niż odpowiedź: instytucja, która milczy na „wyliczankę”, przyznaje, że zarzut trafił.