Polskie państwo niezłomnie uważa, że okiełzna każdy żywioł, jeśli tylko odgrodzi dla niego kawałek linoleum i zawiesi nad nim mosiężną tablicę. W piątek prezydent Karol Nawrocki złożył podpis pod ustawą o systemach sztucznej inteligencji. Jak ogłosili z satysfakcją ministrowie Krzysztof Gawkowski i Dariusz Standerski, jeszcze w tym roku ruszy Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa (KRiBSI), a w ciągu najbliższych czterech miesięcy Polska stworzy pierwszą w Unii Europejskiej „piaskownicę regulacyjną”.

Stoję przed na wpół pustym biurowcem na warszawskiej Woli. To w takich właśnie miejscach, między przyciemnioną fasadą a ryflowaną blachą klimatyzatorów, ostatecznie lądują podobne komisje. Zaglądam do środka. Naliczyłem w holu pięciu techników montujących bramki i jedną zziębniętą recepcjonistkę. Zauważyłem, że robi jej się smutno, gdy patrzy na tę plątaninę kabli; to dobrze, że ludzie coraz częściej pozwalają sobie na takie odruchy.

Skrzynka podawcza na kody

Słuchając konferencji w resorcie cyfryzacji, można odnieść wrażenie, że globalne korporacje technologiczne już drżą na myśl o polskim nadzorze. W owej piaskownicy programiści mają bezpiecznie, bez strachu przed nagłą inspekcją, testować swoje modele językowe pod kątem zgodności z demokracją i unijnym prawem.

Problem polega na tym, że prawo operuje ideami, a administracja dysponuje wyłącznie materią. Przestrzeń dla takich organów od dekad projektuje się według tego samego klucza. Znamy go z pamięci: sufit z białych kasetonów, mdłe jarzeniowe światło, sztywne krzesła obite tanim materiałem i okienko zastawione pieczątkami. Wiceminister Standerski zapowiada minimalizację obowiązków sprawozdawczych, ale o realnej sile państwa nie decydują deklaracje, lecz fizyczna pojemność. Algorytmy przetwarzają miliony operacji na sekundę, jednak przed budynkiem, w którym najpewniej ulokuje się ten cyfrowy nadzór, naliczyłem dokładnie jedenaście darmowych miejsc parkingowych dla gości. I to jest ten twardy limit przepustowości, któremu ufam o wiele bardziej niż ustawom.

W mglisty, wtorkowy poranek listopada 2026 roku, gdy przepisy nabiorą pełnej mocy, nastąpi uroczyste otwarcie urzędowej piaskownicy. Inspektorzy uruchomią nowy system certyfikacji na pachnących jeszcze nowością serwerach, a minister przetnie wstęgę. Zaraz po odjeździe kamer w sali zapadnie jednak głucha cisza. Zamiast inżynierów z Doliny Krzemowej zjawi się co najwyżej trzech lokalnych studentów z pytaniem o zwolnienie z opłat za ich prostą aplikację do liczenia kalorii. Globalny kapitał zwyczajnie zignoruje kolejną skrzynkę podawczą na wschodzie Europy. Ostatecznym dowodem na działanie takiego miejsca jest bowiem to, kto fatyguje się, by przyjść tam osobiście, a do paździerzowej zagrody nikt wielki nie zejdzie się bawić.