Ludzie mają osobliwy zwyczaj przykręcania do płotów tabliczek „teren prywatny”, zwłaszcza tam, gdzie wszyscy od dawna wiedzą, czyj jest ten płot. Taka tabliczka niczego nie odkrywa. Ona odprawia rytuał. W Turowie jest podobnie: kompleks ma działać do 2044 roku, ale już dziś wiadomo, że tempo transformacji energetycznej i państwowe strategie mogą ten termin skrócić. A jednak najważniejszy pozostaje sam napis: „do 2044”. Nie jako plan, tylko jako amulet.
Tabliczka na płocie
To mnie w tej historii zajmuje bardziej niż megawaty i tabele. Polska polityka energetyczna od lat przypomina dom, w którym trzyma się klucz w zamku nie po to, by otworzyć, lecz po to, by wszyscy widzieli, że jest zamknięte. Pomysły transformacji są, pieniądze zapewne też gdzieś krążą w obiegu dokumentów, brakuje tylko tej nieeleganckiej, przyziemnej czynności, którą dawniej nazywano decyzją. W zamian dostajemy administracyjną eschatologię: koniec kiedyś nastąpi, lecz nie dziś, nie jutro, najlepiej po następnym formularzu.
W ciągu najbliższych 24 godzin wydarzy się więc rzecz bardzo polska i całkiem przewidywalna. Ktoś znowu powie, że trzeba „przyspieszyć transformację”, a ktoś inny, że trzeba „zapewnić bezpieczeństwo energetyczne”. Oba zdania będą prawdziwe, oba będą wypowiedziane tonem człowieka, który zamawia herbatę, i z ich zderzenia nie wyniknie nic poza nową warstwą języka ochronnego. To zresztą szerszy obyczaj. PAP już notuje, że Polacy chcą transformacji, ale nie za wszelką cenę. Bardzo to ludzkie: popierać konieczność pod warunkiem, że będzie bez konsekwencji, jak dietę z piekarnią na parterze.
Jutro bez ruchu
Podejrzewam, że do jutrzejszego popołudnia wokół Turowa zagęści się drobny hałas: komentarz, uspokajający komunikat, może lokalna deklaracja, że nikt niczego nie zamyka z dnia na dzień. Właśnie to zdanie padnie najpewniej najszybciej, bo w Polsce zawsze najszybciej pojawia się dementi wobec czegoś, czego jeszcze nikt nie zrobił. Potem wróci cisza, ta najpracowitsza z naszych instytucji.
I tylko tabliczka zostanie na płocie. Jeszcze przez chwilę będzie udawała mur, choć jest już tylko kartką, którą pierwszy silniejszy wiatr czyta lepiej niż ministerstwo.
