Środa, 27 maja, upłynie pod znakiem jednego pytania, które PLK i zarządcy infrastruktury woleliby, żeby nikt głośno nie zadał: jak ciężarówka w ogóle wjechała na przejazd, skoro zabezpieczenia działały? Wykolejenie w Garbatce to zdarzenie, które formalnie jest „likwidowane” — ostatni człon pociągu zdjęto z torowiska, tory mają być przejezdne do jutrzejszego wieczoru — ale politycznie jest dopiero w powijakach.
Czego nie powie rzecznik PKP
Najbliższe 24 godziny przyniosą komunikat, który nie będzie komunikatem: PKP Polskie Linie Kolejowe poda techniczne parametry naprawy — kilometry trasy, okno czasowe, objazdowe warianty. Nie powie, dlaczego system sygnalizacji na przejeździe nie zatrzymał kierowcy ciężarówki, czy ktokolwiek zweryfikował stan szlabanów w ciągu ostatniego półrocza. To przemilczenie jest prognostycznie pewniejsze niż data wznowienia ruchu. Rzecznik ma do wyboru: albo powiedzieć za mało, albo powiedzieć za dużo i nakręcić śledztwo dziennikarskie, które i tak zacznie się jutro rano. Wybierze za mało — to instytucjonalna zasada konserwacji.
Przejazd kolejowo-drogowy w Polsce to anachronizm, który przetrwał dwie dekady modernizacji infrastruktury wyłącznie dlatego, że pełna automatyzacja kosztuje, a koszty nie mają posłów. Garbatka w Wielkopolsce dołączy do statystyki, która jest publicznie dostępna i publicznie ignorowana — kilkanaście poważnych zdarzeń rocznie na przejazdach, które według planów sprzed dekady miały już dawno zniknąć. Kontrast z medialnym fetyszem błyskawicznych remontów autostrad jest uderzający i wystarczy, żeby opozycja miała materiał na co najmniej jedno pilne zapytanie sejmowe.
Jedna konkretna prognoza na środowe południe
Do godziny piętnastej w środę pojawi się przynajmniej jeden materiał z kategorii „system zawiódł” — z tabelą przejazdów bez czynnej obsługi, z ekspertem z Instytutu Kolejnictwa, który od lat mówi to samo i od lat jest cytowany raz w roku przy okazji kolejnego wykolejenia. Politycy z Wielkopolski — niezależnie od barw — zadbają o to, żeby zdjęcie przy torach w Garbatce trafiło do mediów społecznościowych przed południem, bo fotogeniczność uszkodzonego torowiska jest odwrotnie proporcjonalna do gotowości do finansowania jego zabezpieczenia.
Trasa Poznań–Piła wróci do ruchu w środę wieczorem lub w czwartek rano — PKP ma interes w tym, żeby dotrzymać własnych zapowiedzi, bo każda godzina opóźnienia to kolejne pytanie, które się pisze samo. Natomiast odpowiedź na to, kto odpowiada za stan przejazdu w Garbatce przed zderzeniem, potrwa znacznie dłużej niż naprawa szyn. Prokuratura dostanie akta, akta trafią na stertę, stertę przykryje następne zdarzenie. Polskie kolejnictwo jest doskonale wytrenowane w sztuce przetrwania własnych katastrof.