W czerwcu klienci ING zorientowali się, że nie dostali środków z programu 800 plus, ponieważ bank udostępnił w systemie stary formularz. Urzędowe algorytmy automatycznie odrzuciły dokumenty tysięcy śląskich rodzin. Błąd techniczny zamroził wypłaty, zostawiając domowe budżety z nagłą dziurą.

Urwanie przelewów nie wyciągnie jednak na ulice poszkodowanych rodziców, bo rozproszony żal rzadko formuje tłum gotowy zaryzykować dniówkę na asfalcie. Zator uderzy jednak w branżę żyjącą z precyzyjnego timingu. W połowie lipca całkowitą płynność stracą śląskie lombardy i osiedlowe punkty chwilówek. Dla nich państwowy harmonogram świadczeń społecznych stanowił dotąd najtwardszą gwarancję spłaty krótkoterminowych zobowiązań.

Właściciele tych biznesów błyskawicznie powołają branżowy komitet strajkowy. Pod katowickim oddziałem ING zaparkuje zwarty sznur lawet, a lokalni wierzyciele zablokują wejście, żądając od banku wyrównania strat w ekosystemie osiedlowego długu. Zarząd placówki boleśnie odczuje różnicę w jakości mobilizacji. Obywatelski gniew w internecie można łatwo przeczekać, ale tłum ludzi zawodowo żyjących z fizycznej windykacji nie zwija transparentów przed odebraniem gotówki.