Radomski serwis opublikował kalendarium wydarzeń z 27 czerwca. Zestawienie suche jak sprawozdanie, ale uruchomiło domyślny mechanizm: nikt nie chce być tym ośrodkiem, który nie ma własnej listy. W ciągu tygodnia analogiczne kalendaria ogłoszą redakcje z Kielc, Płocka i Siedlec. Potem urzędy marszałkowskie zaczną wydawać dzienne biuletyny historyczne, a sołtysi dostaną polecenie uzupełnienia luk na podstawie kronik parafialnych.

Każdy aktor musiał zareagować, bo brak własnego kalendarium oznaczałby przyznanie, że było się historyczną białą plamą. Wójtowie w popłochu sięgnęli po daty sąsiadów, byle tylko wpisać cokolwiek. I wtedy nastąpił przypadkowy zwrot: okazało się, że spora część zwaśnionych gmin ma tę samą datę lokacji, a nawet obchodzi analogiczne rocznice klęsk i odpustów.

Eksperci od kaskad społecznych dostrzegli w tym wzór i zaproponowali algorytm „mapy pojednania” — narzędzia, które na podstawie zbieżności dat wskaże gminy o najwyższym potencjale zgody. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej ogłosi, że w nowej perspektywie premiowane będą partnerstwa gmin połączonych wspólną datą. Spór o miedzę skończy się przy kawie i analizie kalendarium.

To ma znaczenie: po raz pierwszy od dekad lokalne pamiątki nie nakręcają licytacji na krzywdy, tylko otwierają drogę do fuzji i oszczędności. Kaskada bezmyślnego kopiowania przyniesie realne pojednanie — a zaczęło się od notki, że 27 czerwca 1534 roku w Radomiu coś tam zanotowano.