Jarosław Kaczyński w rozmowie z TV Republika powiedział wprost o Mateuszu Morawieckim: „on chce przejąć partię”. Cytat podały tego samego dnia zarówno RMF24, jak i Interia Fakty. Słowo nie zostało wplecione w analizę — było orzeczeniem, werdyktem, pointą.
Można było powiedzieć „zdominować”, „reformować” albo „kierować”. „Zdominować” sugerowałoby walkę o wpływ, w której obie strony są równorzędne. „Reformować” nakładałoby na Morawieckiego intencję programową, którą trzeba by odeprzeć argumentami. „Kierować” byłoby neutralne — opis funkcji, nie zamiar. „Przejąć” nie robi żadnego z tych rzeczy: zakłada obiekt zewnętrzny wobec podmiotu, sugeruje działanie bez upoważnienia i wpisuje całą scenę w logikę nielegalnego zawłaszczenia.
To słowo wykonuje konkretną robotę proceduralną. Pozbawia rywala legitymacji, zanim ten zdąży zabrać głos. Mówca, który użył „przejąć” zamiast jakiejkolwiek alternatywy, nie opisuje konfliktu — ogłasza, że konflikt już ma winnego. Model myślowy jest prosty: partia jest bytem z właścicielem, a nie instytucją z członkami. Każde roszczenie wewnętrzne staje się więc naruszeniem własności, nie debatą o kierunku.
W ciągu 24–48 godzin słowo wróci w relacjach z reakcji obozu Morawieckiego — albo zostanie powtórzone jako ramowanie, albo odrzucone przez kontrnarrację z innym orzeczeniem. Jeśli rzecznicy byłego premiera użyją „budować” albo „odnawiać”, diagnoza Kaczyńskiego nie przyjmie się w mainstreamie. Jeśli media przejmą „przejąć” jako skrót opisu sytuacji, słowo utrwali się na kolejne dni i zacznie organizować doniesienia o rozłamie — niezależnie od faktycznego przebiegu rozmów.