Słupca dostała właśnie to, co polskie lato lubi najbardziej: wodę ujętą w porządek. Nowa promenada nad Jeziorem Słupeckim ma okrągłe pomosty, basen kąpielowy i patrona z miejscowej pamięci — bosmana Franciszka Szułczyńskiego, który przez dekady pilnował przystani i wychowywał kolejne roczniki wodniaków. To jest infrastruktura, ale także świecki obrzęd wdzięczności: tablica, nazwa, spacer, zdjęcie przy barierce. Człowiek buduje pomost, a wspólnota odruchowo buduje relikwię.

W ciągu tygodnia bardzo możliwe, że do tej sceny wejdzie parafia i zrobi to bez wielkiej teologii: po niedzielnej mszy pojawi się krótka modlitwa za bezpieczne wakacje nad wodą, a potem ksiądz wyjdzie nad jezioro, by poświęcić nową przestrzeń albo choćby łodzie i dziecięce kapoki. Mikro-sygnał jest prosty: obiekt dostał imię konkretnego, zasłużonego człowieka, czyli już został wpisany w lokalny kanon pamięci, a Kościół w małych miastach bardzo niechętnie oddaje takie kanony wyłącznie samorządowi.

Skutek będzie całkiem namacalny i akurat dobry: jeszcze przed następnym weekendem na promenadzie odbędzie się pierwszy wspólny, rodzinny punkt programu z udziałem parafii i miejskich organizatorów, z wyraźnie większą frekwencją niż przy samym otwarciu. Ambona dopisze ludzi do grafiku lata, ławka przyniesie ciasto, a jezioro na chwilę przestanie być tylko atrakcją.