Od stycznia przyszłego roku numer PESEL przestanie kodować płeć – ogłasza Ministerstwo Cyfryzacji, odpowiadając na wieloletnie wytyczne Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczące języka pełnego szacunku i niewykluczającego. W praktyce znika jedyna twarda kategoria, która pozwalała Głównemu Urzędowi Statystycznemu rysować piramidę wieku i liczyć współczynnik dzietności.
Demografowie ostrzegają, że za piętnaście lat nikt nie będzie potrafił powiedzieć, ile kobiet wchodzi w wiek rozrodczy ani gdzie zamykać szkoły, a gdzie otwierać oddziały geriatryczne. Płeć staje się zmienną nieobserwowalną – nie dlatego, że biologia ustąpiła, ale dlatego, że przestała być wpisywana do katalogu pytań, jakie państwo może zadać obywatelowi.
To cicha, długodystansowa konsekwencja decyzji podjętej w imię wrażliwości. Gdy dzisiejsze noworodki będą po trzydziestce, system emerytalny zacznie działać wyłącznie na wyczucie, a programy socjalne – na ślepo. Urzędnicy z ulgą odnotują, że nikt już nie popełni faux pas formy „Pan/Pani”, a tymczasem fizyka populacji, pozbawiona cyfr, rozegra swoje bez oglądania się na uchwały.
