Podczas Forum Bezpieczeństwa w Łodzi PAP relacjonuje debatę, w której padł wspólny wniosek uczestników: państwo potrzebuje „odporności instytucji wobec nowych zagrożeń” — przestępczości finansowej i „ingerencji informacyjnych”. Słowo nie wyszło od jednego mówcy. Wyszło jako konsensus sali. To ważniejsze.

Można było powiedzieć „gotowość” — ale to wymaga harmonogramu i wskaźników. Można było powiedzieć „ochrona” — ale to wymaga wskazania konkretnego zasobu do ochrony. Można było powiedzieć „koordynacja” — i pada, ale jako środek, nie cel. „Odporność” nie zobowiązuje do niczego z wymienionych. Absorbuje każde zagrożenie bez obiecywania odpowiedzi na żadne.

W instytucjonalnym modelu myślowym mówców Forum „odporność” działa jak bufor: przenosi ciężar z decyzji na właściwość systemową. Jeśli system jest „odporny”, nie trzeba pytać, kto konkretnie odpowiada za konkretny wyciek danych ani kiedy powstanie ustawa o przestępczości informacyjnej. Słowo wywodzi się z biologii i inżynierii materiałowej — tam opisuje zdolność do powrotu po odkształceniu. W ustach instytucji publicznej opisuje zdolność do mówienia o zagrożeniu bez podejmowania zobowiązania. To nie cynizm — to struktura: słowo zostało dobrane przez środowisko, które musi mówić o wojnie hybrydowej w trybie ponadpartyjnym i neutralnym zarazem.

W ciągu 24–48 godzin „odporność” pojawi się w komunikatach resortów — obrony lub cyfryzacji — jako echo łódzkiego konsensusu. Jeśli do 72 godzin nie padnie żaden konkretny projekt legislacyjny ani termin, słowo wchodzi w fazę dekoracyjną: będzie cytowane bez kontekstu, jako dowód, że temat „jest adresowany”. Zniknie, gdy pojawi się incydent — wtedy zastąpi je słowo z rejestru awaryjnego: „reakcja” albo „działania”.