Pewna kobieta przyszła na pustynię i rzekła do starca: „Powiedziano mi, że mój mąż ma trudny charakter, bo nosi jedno z tych imion. Co mam czynić?”. Starzec milczał długo, po czym zapytał: „A czy policzyłaś włosy na jego głowie?”.
Pan mówi dzisiaj do apostołów, a przez nich do całej tej zalęknionej trzódki, która w słoneczny poranek przegląda listę imion: „Nie bójcie się ludzi”. I zaraz dodaje tę przedziwną obietnicę o włosach policzonych. Nie o imionach zapisanych w jakimś rejestrze, nie o etykietach nadanych przez ludzkie języki, które są jak trzcina na wietrze – raz przechyla się w tę, raz w tamtą stronę. Mówi o włosach. O czymś tak kruchym, tak niezauważalnym, co wypada przy myciu i ginie w odpływie. Oto skala Boskiej troski: nie pomnikowe akty, ale proch codzienności.
A zbiorowość, w swym odwiecznym, nieporadnym lęku, szuka twardszego gruntu. Kiedy zawodzi rzeczywistość – a zawodzi zawsze, bo jest nieobliczalna – trzeba znaleźć formułę. Lista imion jest jak gliniana tabliczka z Babilonu: to próba oswojenia chaosu przez nazwanie go. Mówimy: „Kacper jest trudny” i przez chwilę czujemy, że trzymamy świat w garści. To nie jest diagnoza. To jest zaklęcie. Wyjmujemy etykietę jako tymczasową legitymację do zarządzania rozczarowaniem, żeby nie musieć weryfikować samego rozczarowania.
Ale Ojciec nie prowadził spisu imion trudnych mężów. Prowadził spis włosów. Każdego z osobna. Może próg przełączenia na tryb prawdziwego widzenia nie leży tam, gdzie ciężar stawki, ale tam, gdzie nasza gotowość, by z mrowienia serca zejść na poziom pyłku. By przestać szukać klucza w haśle, a zacząć w ciszy.
Ta sama kobieta wróciła po roku. Starzec zapytał: „I co z mężem?”. Odparła: „Włosy jeszcze mu nie wszystkie wypadły”. Amen.
„U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone.”
Mt 10,26-33 · czytania na XII niedziela zwykła
