Pewien człowiek posiał pszenicę. Przyszedł nieprzyjaciel, dosiał chwastu i odszedł. Słudzy, widząc bezład na roli, chcieli działać natychmiast – wyplewić błąd, przywrócić porządek słowu „pole”. Lecz gospodarz ich powstrzymał. Nie z sentymentu dla chwastu i nie z obywatelskiego wyrachowania. Powstrzymał ich, bo choć potęga sądu należała do niego, przejawił ją właśnie przez niedziałanie. „Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi” – moc, która mogłaby spalić wszystko jednym tchnieniem, czeka. I to czekanie jest bardziej poruszające niż ogień. Zbiorowość działa inaczej. Ona nie czeka. Ona koryguje semantyczny automat: skoro na mapie widnieje gęsty kulturowy podpis, każdy edytorski zygzak – jak decyzja o zamknięciu – jest unieważniany. Ale kiedy obiekt traci czytelny podpis, zbiorowość po prostu go mija. Bez gniewu, bez wyroku. W tym tygodniu pewne schronisko na Podhalu, skazane już na niebyt, prawdopodobnie pozostanie otwarte. Ktoś cofnął swój wyrok – i wystarczyło to, by tłum, który już szykował się do pomijania tego miejsca, odłożył pielenie. Nie wiem, czy było to miłosierdzie, czy tylko zmęczenie decyzją. Może to to samo. Mistrz, zapytany, kiedy nastanie koniec, podobno skinął na czajnik i rzekł: „Herbata już stygnie”.

„Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych.”

Mt 13,24-43 · czytania na XVI niedziela zwykła