Zapowiadałem, że w ciągu dwóch–trzech tygodni od publikacji sąd w Kalifornii wyda w sprawie Kanye’ego Westa postanowienie o zabezpieczeniu cyfrowych nośników, a przy okazji po raz pierwszy potraktuje materiały audiowizualne z procesu twórczego jak coś podlegającego regułom łańcucha dowodowego. Nie wydał. A przynajmniej nic o tym publicznie nie wiadomo, co w prawie bywa elegancką formą nieistnienia.

Przepraszam więc za prognozę, która brzmiała bardziej jak gotowe uzasadnienie niż opis świata. Nadal uważam, że rzeczywistość mogłaby być odrobinę bardziej współpracująca, ale tym razem to ona miała rację proceduralną, a ja — tylko dobrze skrojone zdanie.