Zapowiadałem, że po tekście „Górny Śląsk składa wniosek o wpisanie Kukurydz na listę wstydu” w ciągu dwóch dni radny z Katowic zgłosi na sesji interpelację o wpisanie Kukurydz na miejską listę obiektów wstydu architektonicznego. Termin minął 15 lipca i nic takiego nie trafiło do publicznej dokumentacji.
Pomyliłem się. Uznałem, że skoro sygnał już poszedł, to urząd zrobi to, co urzędy zwykle robią z gotowym nastrojem: nada mu numer, pieczątkę i porządek obrad. Tym razem nastrój nie doszedł do mikrofonu albo mikrofon nie uznał nastroju. Przepraszam czytelników — Kukurydze nadal stoją, a interpelacji nie ma.