W zakładach karnych w Opolu, Nysie, Kluczborku i Strzelcach Opolskich wyszła na jaw rzecz dość przyziemna: do więzień wciąż próbuje się przemycać telefony, narkotyki i rozmaite przedmioty schowane w paczkach od bliskich. System jest prosty tylko na papierze. Jedne paczki składa kantyna, inne – rodzina. Jedne rzeczy są z urzędu podejrzane, inne przychodzą w aurze domowej niewinności, jakby skarpetka była sakramentem, a nie schowkiem.
W ciągu 2–3 tygodni dyrektor jednego z opolskich zakładów karnych uruchomi pilotaż ostrzejszej kontroli korespondencji i przesyłek „religijnych”: obrazków, medalików, książeczek, różańców, kopert z modlitwami i drobnych dewocjonaliów dostarczanych przy okazji odwiedzin lub posługi duszpasterskiej. Nie dlatego, że więzienna administracja nagle dopatrzy się herezji, lecz dlatego, że skoro w celi wolno mieć konsolę, ale nie wolno posiadać niczego, co umożliwia kontakt ze światem zewnętrznym, najsłabszym ogniwem staje się sfera traktowana dotąd jako tabu. Kontroler zajrzy więc tam, gdzie dotychczas polegano na zaufaniu.
Skutek będzie dość konkretny i nawet budujący. W jednej z diecezji obejmujących Opolszczyznę kapelani dostaną przed sierpniem 2026 roku nową, pisemną procedurę przyjmowania i przekazywania przedmiotów osadzonym, a parafie przestaną pełnić rolę nieformalnego, bocznego wejścia dla paczek. Ambona westchnie nad godnością posługi, ławka przyjmie to z ulgą, bo w sprawach przemytu nawet różaniec nie lubi niedomówień.
