W Gdańsku spółka Hotelsberg, po zakupie dziesięciu kamieniczek za blisko 49 mln zł, dostała zgodę na rozbudowę hotelu naprzeciwko fontanny Neptuna i dobudowanie nowego budynku na podwórku. Na papierze to zwykła operacja deweloperska w najdroższym kadrze miasta. W praktyce każdy, kto ma w pobliżu kawałek muru, nagle przelicza go jak relikwię po komercyjnej beatyfikacji.
W ciągu 2-3 tygodni zobaczymy drobną, ale bardzo ziemską kaskadę. Najpierw konserwatorski niepokój wyrażą inni właściciele staromiejskich adresów. Potem swoje trzy grosze dorzucą parafie i kuria, bo skoro świeckie podwórko może nagle urosnąć do rangi złotej parceli, to kościelne oficyny, domy parafialne i salki katechetyczne w centrum też zaczną wyglądać jak aktywa, a nie jak pobożna infrastruktura. Ambona nazwie to troską o dziedzictwo, ławka rozpozna księgowość po zapachu kadzidła.
Finał będzie konkretny: jedna z gdańskich instytucji kościelnych publicznie zleci wycenę albo analizę możliwej „rewitalizacji” własnego obiektu w śródmieściu, a miejscy urzędnicy będą musieli odpowiedzieć na pytanie, czy dla sutanny współczynnik zabudowy również jest cnotą.
