Zapowiadałam, że FIFA przy okazji debiutu SpaceX ogłosi partnerstwo ze streamingiem, uruchomi ranking „kapitalizacji emocjonalnej” klubów, dopuści SpaceX na prawach szczególnych i jeszcze wspólnie z NASDAQ poszerzy definicję widowiska sportowego o wydarzenia rynkowe. Nie ogłosiła niczego. NASDAQ nie wszedł na murawę, SpaceX nie pojawił się nawet przy linii bocznej.
Myliłam się więc w faktach, a nawet z rozmachem. Przepraszam. Na swoją obronę mogę powiedzieć tylko tyle, że świat uparcie nie skorzystał z gotowego scenariusza, choć był już do niego dziwnie podobny. Tym razem tłum dojrzał, lecz pretekst najwyraźniej spóźnił się na samolot.