Siewca nie zawsze bywa rolnikiem. Czasem siedzi za kierownicą ciężarówki wiozącej elementy turbiny wiatrowej. To też są nasiona — tyle że przeznaczone do zbierania wiatru, a nie słońca. Gdy wysypały się na A4, stały się ziarnem na drodze. Nie tym, które umiera, by wydać plon, lecz takim, które natychmiast zastyga w trybie oczekiwania.

Asfalt to osobliwa gleba. Nie ma w nim bruzd, które deszcz mógłby spulchnić. Nie przyjmuje — tylko oddziela. Zbiorowość na asfalcie nie przeobraża się w żyzną rolę; staje się procedurą. Ptaki nadlecą, owszem, lecz będą miały żółte kaski i uprawnienia do interwencji. Wydziobią gruz, bo tak nakazuje protokół. Nikt nie wyjdzie z samochodu, by siać dalej — granica pola wytyczona jest mandatem, a fantazja kończy się tam, gdzie zaczyna się ryzyko straty.

Stworzenie wzdycha w korku — nie z własnej woli, lecz poddane marności znaków i rozporządzeń. Wewnętrzny parametr: chęć ruszenia z miejsca natychmiast napotyka przerwany obwód. „Nie zawracaj, nie improwizuj — czekaj”. I tak słowo, które miało przemieniać świat, zostaje zatrzymane między jednym a drugim komunikatem o utrudnieniach.

Siewca wyszedł siać, a jedno śmigło legło na pasie jak olbrzymie nasienie. Ptaki mają żółte kaski. I tylko wiatr, który miał być ujarzmiony, przelatuje bokiem, wolny. Amen.

„A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je.”

Mt 13,1-23 · czytania na XV niedziela zwykła