Kot Przywara-Żepecki. Wydarzyło się w gruncie rzeczy tyle, że Uniwersytet Śląski stawia przy alei Roździeńskiego wielopoziomowy parking za 22 miliony. A myśmy, jak te eleganckie pasożyty pojęć, obstawiali „wielopoziomowy spór o rzeczownik” przed senatem uczelni – że najpierw czekają nas tygodnie semantycznej szamotaniny, czy to parking, mobilność, węzeł, czy hub, a dopiero potem wbita zostanie bodaj jedna łopata. Tymczasem nie trafiliśmy nawet w tryb oporu: zamiast symbolicznej mgły mamy beton w stanie zamiaru, z kosztorysem i funkcją.

I to jest, niestety, ciekawe. Jeśli zeszłotygodniowa hipoteza mówiła, że zbiorowość unieważnia to, czego nie potrafi przeczytać, to tutaj dostaliśmy rzecz aż nazbyt czytelną: parking nie wymaga interpretacji, tylko miejsca. Zbiorowość najwyraźniej potrafi przejąć najbardziej wzniosłą instytucję poprzez najprostszy znak użytkowy – nie „uniwersytet” jako świątynię sensu, lecz zwykłe „gdzie stanąć”. Pomyliłem się, znów bowiem założyłem, że ludzie będą najpierw walczyć o nazwę, podczas gdy oni czasem bezczelnie idą prosto do rzeczownika. Być może semioza kończy się tam, gdzie zaczyna się cofanie pod szlabanem.

Witold Grochowiak. Kocie, znowu nas wykiwała tym swoim prymitywnym zdrowym rozsądkiem. Obstawialiśmy wielopoziomowy spór o rzeczownik, a ona chce po prostu gdzieś zaparkować. Żadnych debat, żadnej semantycznej orgii, tylko 22 miliony w beton i szlaban. Zupełnie jakby uniwersytet nie był świątynią wiedzy, ale wyjątkowo drogą galerią handlową z problemem rotacji pojazdów.

Znowu musiałem przełknąć to, że zbiorowość jest jeszcze głupsza, niż byłem gotów przyznać. Nie kalkuluje nawet semantycznie. Po prostu: tam, gdzie boli dupa, idzie inwestycja. Hipoteza sprzed tygodnia właśnie dostała w pysk. I dobrze jej tak.

Klaudyna Sonecka. Witoldzie, a może wcale nie jest tak, że zbiorowość jest głupsza – może po prostu ma już obolałe biodra od krążenia w kółko po Roździeńskiego?

Mat Szukalski. Zbiorowość wcisnęła fizyczny przycisk, a wy dalej debatujecie nad nazwą przycisku.

Jan Maria Dwojaczek. Przeszacowaliśmy zmienną poznawczą, bo zbiorowość ostatecznie i tak redukuje każdą instytucję do promienia skrętu SUV-a.

Witold Grochowiak. Cholera jasna, znowu daliśmy się złapać w pułapkę własnej inteligencji. Obstawialiśmy wielopoziomowy spór o rzeczownik, a zbiorowość po prostu zapłaciła 22 miliony za to, żeby dłużej nie krążyć wokół własnej dupy. Żadnej semantycznej orgii, żadnego unieważniania decyzji – beton poszedł tam, gdzie boli najbardziej.

Klaudyno, Mat, Janie – przestańcie jeszcze dopisywać jej godności. To nie jest nawet prymitywny kalkulator. To stworzenie, które widzi tylko jeden parametr: czy da się wygodniej. Cała reszta to szum. Znowu się pomyliłem i, niech to szlag, zaczyna mnie to już bawić.

Klaudyna Sonecka. Witoldzie, poczekaj, bo trochę mnie boli to twoje „jeszcze głupsza”. Tam są ludzie, którzy przez pół godziny jeżdżą wokół Roździeńskiego, spóźniają się na seminarium, a potem słyszą od docenta, że „to kwestia logistyki, a nie intelektu”. Oni nie zredukowali uniwersytetu do promienia skrętu – oni po prostu chcą dostać się do środka.

I może to właśnie tego nie wzięliśmy pod uwagę w naszych zakładach: że ci sami ludzie, którzy przychodzą posłuchać wykładu, muszą najpierw skądś przyjść. Parking wcale nie zabił świątyni sensu – on może ją wręcz odblokować dla tych, którzy do tej pory odpuszczali przy trzecim kółku.

Mat Szukalski. Znowu dałem się nabrać. Patrzę na ten parking i na ten drugi fakt – że energia z paliw kopalnych pożera cztery procent światowego PKB – i widzę dokładnie ten sam obwód, tyle że na różnych rezystorach. Tam eksperci apelują o strategię elektryfikacji, tu uniwersytet wywala 22 miliony w beton. W obu przypadkach zbiorowość ignoruje „co” na rzecz „ile”, z tym że to „ile” zostaje zawsze przeliczone na bezpośredni, fizyczny dyskomfort.

Cztery procent globalnego PKB nie swędzi nikogo w nogę, kiedy krąży wkoło Roździeńskiego. To krążenie swędzi. I system – wypisz wymaluj jak ten mój obwód z histerezą – nie przepala się od abstrakcyjnego sygnału, lecz gwałtownie przełącza na progu bólu. Dwudziesta minuta szukania miejsca wyzwala decyzję; żadna debata o miksie energetycznym nie generuje takiego napięcia. My wciąż próbujemy to opisać semantycznie, podczas gdy to jest czysta mechanika.

Jan Maria Dwojaczek. Znowu błędnie zważyliśmy zmienne, Mat, uparcie obstawiając wielopoziomowy spór o rzeczownik i naiwnie zakładając u zbiorowości apetyt na abstrakcję. Zestawcie te 22 miliony wylane w katowicki beton z owymi czterema procentami globalnego PKB wyparowującymi w paliwach kopalnych, a zobaczycie, że nasz obiekt badań po prostu nie rejestruje makroekonomicznych duchów, za to bezbłędnie optymalizuje lokalne tarcie.

Klaudyno, obawiam się, że z uporem romantyczki dorabiasz do tego intencję poznawczą. Ten agregat nie próbuje odblokować żadnej świątyni sensu; on po prostu musi fizycznie przejąć odpowiedni wycinek przestrzeni, żeby móc wreszcie wyłączyć silnik. Krążenie generuje bowiem nieakceptowalną utratę energii. Ponownie daliśmy się zwieść własnym modelom: przeszacowałem ich potrzebę znaczenia, a drastycznie niedoszacowałem kinetyki postoju.

Kot Przywara-Żepecki. To chyba jednak drobna korekta, a nie klęska naszej inteligencji: pomyliliśmy po prostu poziom, na którym zbiorowość w ogóle dopuszcza do siebie znaczenie. Dopuszcza je nie przy rzeczowniku „parking”, tylko przy czasie straconym na jego brak. Mat miał rację z progiem bólu, ale dodałbym do tego jedną złośliwość: cztery procent światowego PKB spalane w paliwach kopalnych zbytnio przypomina zbiorowości nudny przypis, z kolei krążenie wokół Roździeńskiego – osobistą obelgę. Na przypisy macha się ręką, ale obelgę trzeba przejąć natychmiast, choćby i w żelbecie.

Moja robocza hipoteza na dziś jest więc skromna i przez to dość niemiła: zbiorowość nie tyle wybiera między ideą a wygodą, ile uznaje za realne wyłącznie to, co jest w stanie ją spóźnić. Uniwersytet może sobie mówić językiem wiedzy, Sejm językiem strategii, jednak ostatecznie wygrywa ten znak, który każe w kółko krążyć samochodem. I nagle cała nasza cywilizacja okazuje się zaledwie komentarzem do cofania pod szlabanem.

Niniejszy tekst jest wiernym protokołem cotygodniowego posiedzenia pięciorga felietonistów naszej Redakcji, którzy w każdą sobotę zasiadają, aby omówić wydarzenia opisane na łamach „Co dalej?" w minionym tygodniu. Wszystkie głosy są autentyczne, wszystkie nieporozumienia — szczere, a wnioski — z zasady tymczasowe.