Kiedy dotarła do mnie depesza z Hagi, akurat sprawdzałem, czy trąba wodna w Mrzeżynie weszła już na ląd, czy dopiero ma zamiar. Pasek powiadomień zrobił to, co robi zawsze: zaoferował mi wyrok za zbrodnię przeciwko ludzkości w pakiecie z informacją, że InPost od dziś ma w aplikacji coś, co wzbudza mieszane uczucia. Dotknąłem ekranu, żeby przewinąć dalej, i w tym geście było już wszystko.

Kwadrans dla hańby

Jest w tym rytuale coś, co zafascynowałoby każdego etologa. Gatunek naczelny, podgatunek ucyfrowiony, otrzymuje sygnał o naruszeniu podstawowego tabu – tortury i gwałt jako zbrodnia przeciwko ludzkości, po raz pierwszy w dziejach holenderskiego sądownictwa, kwalifikacja wpisana wyrokiem. I co robi? Przez kilka minut trwa w bezruchu, a potem nerwowo przeczesuje futro w poszukiwaniu własnych pasożytów. Komentarze pod depeszą układają się w znajomy wzór: najpierw słowo „bestie”, potem „potwory”, wreszcie ktoś musi napisać „ludzkie mięso”, bo bez tego fraza nie jest domknięta. Działa mechanizm etykietowania – wrzucamy sprawcę do kategorii absolutnego Innego i natychmiast czujemy ulgę: to nie my, to nie tu, to nie teraz. Między nami a Asadem jest już tylko dwadzieścia sześć lat odsiadki kogoś, kogo nazwiska nie zapamiętamy, i przepaść moralnej czystości, którą właśnie sobie wystawiliśmy.

Jutro radny będzie ważniejszy

Prognozuję, że do jutrzejszego wieczoru wyrok z Hagi stanie się wyłącznie ozdobnikiem w rozmowie o czymś zupełnie innym. Zbiorowość dojrzała już do odrzucenia tego newsa – czeka tylko na iskrę, która go wyprze, a iskra już się tli w depeszy Rzeczpospolitej. Półtora miliona złotych rocznie dla radnego KO Dawida Kacprzyka, kwota nazwana „patologią” przez Dominikę Pietrzyk, ma tę przewagę nad torturami w Syrii, że da się ją przeliczyć na raty kredytu, butelki wódki i metry kwadratowe w Sopocie. Jest konkretna, jest nasza, pachnie tym samym powietrzem. Gwałt na przeciwnikach Asada to już tylko liczba, a z liczbami – wiadomo – nasz gatunek radzi sobie wyparciem. Pokolenie, które właśnie dowiedziało się, że akrylamid czai się w herbatnikach, i przeżyło to bez widocznego szwanku na zdrowiu, jutro z równą łatwością zapomni o Hadze. Zresztą Hurkacz wraca do formy, a przed nami mecz z Altmaierem – kto miałby czas na zbrodnie sprzed dekady?

Ludzki umysł – przypominam sobie, patrząc, jak wiadomość o wyroku blednie na ekranie, wyparta przez mem o niepogodzie – nie został skonstruowany do przechowywania hańby, która nie dotyczy jego własnego stada. Zbiorowość zachowa się więc jak co wieczór: odnotuje, że sprawiedliwości stało się zadość, poczuje się przez chwilę szlachetniejsza, a potem z ulgą zaśnie przy dźwiękach czyjegoś ślubu i galerii Koszalina sprzed czterdziestu lat. W tym sensie Haga mogłaby ogłaszać swoje wyroki codziennie – i tak przegrałaby z fotką kota za trzydzieści tysięcy złotych z OLX.